Copybook |
When I was your age, television was called books — William Goldman maegBlog | Zasadniczo o fantastyce Legendum est | Katedra |
Wyłączam mikrofon i po cichu opuszczam Myśliwiecką. Spokojnej nocy, panie wartowniku. Jeszcze kilka zakrętów i wrócę do mieszkania, w którym płyty z muzyką zastępują mi ludzi. Billie Holiday na chandrę, Genesis i Pink Floyd – kompani w godzinie melancholii. Kiedyś myślałem, że to ja wybrałem samotność. Teraz podejrzewam, że to samotność wybrała mnie, a ja z czasem ją polubiłem. Samotność zaprowadziła mnie do radia, pchnęła do pamiętników (pierwszy wpis 13 grudnia 1971 roku). I do tej książki, która także powstaje w samotności.
— “Nie wierzę w życie pozaradiowe”, Marek Niedźwiecki (s. 5)
I w moim doświadczeniu życiowym – i wojennym – sprawdzało się zawsze to, o czym mówię, że patriotyzm nie we wrzaskach się poznaje, tylko w cichych zachowaniach świetnych ludzi, którzy się nie pchają nigdzie ze swoją pretensją, żeby zaistnieć, żeby innych pouczać, innymi kierować.
— “W pośpiechu” Tadeusz Konwicki
wyznaje pogląd, że książki, mapy (…) są niesolidnymi wagabundami, objawiającymi się niepoprawną słoność do oddalania się w nieznanym kierunku, jeśli nie zadbać, by pilnowały ściśle przydzielonego im miejsca. Przeto moje książki muszą zawsze przestrzegać surowej dyscypliny
— “Ex Libris. Wyznania czytelnika” Anne Fadiman (s. 12)
A wiecie, dlaczego idę? (…) Bo musi się tutaj, kurwa, coś wreszcie komuś udać.
— “Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny”, Anna Brzezińska (s. 443)
Często się słyszy, że za mało jest science w science fiction. Że to przecież podstawa. Przemilczmy już fakt, że taka postawa ma sens jedynie w sf bliskiego zasięgu, odnoszę jednak wrażenie, że ta nauka to albo pobożne życzenia autora, albo przeniesie w przyszłość stanu obecnego. Dopiero jednak M. John Harrison doskonale zilustrował to, o czym myślałem w takich chwilach:
Kosmos był duży i chłopcom z Ziemi mimo woli imponował wszystkim, co w nim znajdowali; ale co gorsza, ich nauka była kompletnym bajzlem. Każda rasa, jaką spotykali po drodze przez Jądro, miała napęd międzygwiezdny opierający się na innej teorii. Wszystkie działały, nawet jeśli nawzajem wykluczały swoje fundamentalne założenia. Zaczynało wyglądać na to, że można latać między gwiazdy, założywszy sobie cokolwiek. Jeśli twoja teoria mówi, że trzeba działać w przestrzeni o strukturze piany – i łapać w niej falę – nie wyklucza to, że w tym samym kwadracie pustej przestrzeni może sobie żeglować inny statek, dla którego jest ona idealnie gładka i einsteinowska.
— “Światło”, M. John Harrison (s. 132-133)
Wystarczy jednak zacząć czegoś szukać, a przepada bez wieści.
— ”Nadepnęłam na węża”, Hiromi Kawakami (s. 132)
Przy Kruczej wskakuje na pomost niesamowite indywiduum. Zasapany, skulony, podrygujący w szczurzym niepokoju, niski, zarośnięty mężczyzna w nieokreślonym wieku. Na głowie ma szwabski hełm z dużą osłoną karku i wymalowaną niezdarnie lotniczą biało-czerwoną szachownicą. Nisko zapięty na biodrach szeroki wojskowy pas opina wypuszczoną na spodnie bluzę w maskujące cętki. Do pasa przymocowane są dwa granaty zaczepne z długimi trzonkami, i jeden mniejszy, obronny, z karbowaną skorupą. Jest tam jeszcze saperka i niemiecki bagnet, o który stuka pistolet maszynowy przewieszony przez plecy na grubym konopnym sznurze. Raptem mały granat urywa się, spada, facet gnie się błyskawicznie ku stopom obutym w za duże trampki, łapie granat w locie, a potem, jak gdyby nigdy nic, grzebie przy zawleczce.
Co to jest, do diabła?
— “Burza. Ucieczka z Warszawy ‘40” Maciej Parowski (s. 45-46)
“Burza” Macieja Parowskiego ma w obecnej chwili ogromną zaletę. Nie wiem jak będzie dalej, zbliżam się dopiero do setnej strony wiec wiele może się jeszcze zmienić ale zacytowany wyżej fragment uruchomił pewne procesy, które zesłały mi wizję powieści. Alternatywna przyszłość, podobna właśnie do pomysłu Parowskiego ale pojawiają się w trakcie fabuły przebitki z naszej wersji historii. A im bliżej końca tym ich coraz więcej. Z chęcią bym coś takiego przeczytał, może ktoś, kiedyś wpadnie na podobny pomysł.
- Uwielbiam to, kawa w niedziele po obiedzie. Godzina przerwy przed tym, co zaraz-koniecznie-natychmiast trzeba zrobić. Dla tej godziny warto żyć.
— “Czarny Horyzont”, Tomasz Kołodziejczak (s. 128-129)
“Gdyby to koty miały definiować świat, ważne miejsce zajmowałyby w nim pożerane dla zabawy muchy”
— “Viriconium”, M. John Harrison